Zawiało jesienią przy progu
Ściany przesiąkły nostalgią
Żart udał się Panu Bogu
Losu igraszka z powagą
Omackim spojrzeniem wiedziona
Na ławce cichutko przysiadła
Krucha, leciwa, zgarbiona
Maglem przemilczeń pobladła
Odwiedza nas 188 gości oraz 0 użytkowników.
Zawiało jesienią przy progu
Ściany przesiąkły nostalgią
Żart udał się Panu Bogu
Losu igraszka z powagą
Omackim spojrzeniem wiedziona
Na ławce cichutko przysiadła
Krucha, leciwa, zgarbiona
Maglem przemilczeń pobladła
Za moim oknem noc ciemna i dżdżysta,
wiatr liście w parku do snu już układa,
w mokry trotuar dudni deszcz pianista,
z kałuż klawiszy płynie serenada.
Jesienny koncert grają
deszcz z księżycem,
wybitna przecież wirtuozów para,
pierwszy gra largo na białych klawiszach,
drugi na czarnych nadążyć się stara.
To nawet nie to
Że noc
Nawet nie to
Że jesteśmy
Nawet nie to że już nic
Tutaj pod gwiazdami inni śpią
cą koc nie jest potrzebny
Żadna pościel
Nawet ta z liści
Tutaj wystarczą oliwki
Schody
Po których można zejść
Do pieśni
Codziennie, od chwili
kiedy został już sam na morzu życia,
o zmierzchu,
który natarczywie wciskał się do izby
klękał na kościstych kolanach
składając żylaste dłonie do modlitwy,
aby zamknąć w sobie przeszłość
bo jutro mogło skończyć się
już dziś.
Kiedy będę chciała
pomodlić się do Ciebie,
usiądę na skraju pola.
Zawsze tam przychodzisz.
Siadasz na miedzy pod wierzbą
i czekasz.
Ludzie ciągną do Ciebie jak do znachora
Z kłopotami, bolączkami, czasem z podzięką.
Ludzie nie kupują książek,
ludzie budują marmurowe grobowce
ludzie nie czytają wierszy
ludzie poszerzają podwórka
ale nie ma tam ocienionych miejsc
skończył się jakiś tam czas....?
Ech nie……. to tylko ja zapomniałem
zapłacić elektrowni za prąd.
