Za moim oknem noc ciemna i dżdżysta,
wiatr liście w parku do snu już układa,
w mokry trotuar dudni deszcz pianista,
z kałuż klawiszy płynie serenada.

Jesienny koncert grają
deszcz z księżycem,
wybitna przecież wirtuozów para,
pierwszy gra largo na białych klawiszach,
drugi na czarnych nadążyć się stara.

Codziennie, od chwili
kiedy został już sam na morzu życia,
o zmierzchu,
który natarczywie wciskał się do izby
klękał na kościstych kolanach
składając żylaste dłonie do modlitwy,
aby zamknąć w sobie przeszłość
bo jutro mogło skończyć się
już dziś.

Please publish modules in offcanvas position.