Maziarz Danuta Urodzona w 1958 roku w Mielcu. Tutaj ukończyła II Liceum Ogólnokształcące im. M. Kopernika. Absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, z tytułem magistra rehabilitacji ruchowej.

Obecnie emerytowana nauczycielka Szkoły Podstawowej nr 3 w Mielcu, szczęśliwa żona, mama i babcia.

Uważa, że emerytura to świetny czas na rozwijanie swoich zainteresowań i pasji. Lubi aktywny tryb życia, ciekawe podróże, fotografowanie i spektakle muzyczne. Zachwyca ją bezmiar wszechświata i jego Stwórca. 

Od 2020 roku jest członkiem Mieleckiej Grupy Literackiej SŁOWO TMZM. Pisze, publikuje i bierze udział w projektach realizowanych w tej grupie i poza nią.

Wielokrotna laureatka konkursów literackich. W 2020 roku zdobyła I miejsce w Ogólnopolskim Konkursie o św. Janie Pawle II „Co powiedzieć chciałeś, kiedy w oknie stałeś…”(forma literacka dla dorosłych). Uczestniczyła w ogólnopolskim wydarzeniu literackim „Narodowe czytanie 2022”. Jest trzykrotną laureatką konkursu „(nie)Odkryta ziemia mielecka. Nagroda artystyczna im. Marii Błażków” (2021, 2022, 2023); laureatką „Konkursu literacko – poetyckiego dla seniorów” – Senioralia 2022 i konkursu fotograficznego: „Szukanie historii. Tropami zabytków językowych Mielca” (2022); Laureatka XIII i XIV Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Na skrzydłach Dedala” – Mielec 2023 i 2024; Konkursu poetyckiego dla seniorów pn. „Konkurs jednego wiersza dla seniorów” (2024); Wyróżniona w XXXI edycji Międzynarodowych Spotkań Poetów „Wrzeciono 2025” w Nowej Sarzynie.

Jej wiersze ukazały się w almanachach: „W przestrzeniach wyobraźni”, „Pozwólmy mówić słowom”, „Na fali słowa”, w „Almanachach Poetyckich 30, 31 i 32 Doroczne Spotkanie Poetów – Przemyśl 2024, 2025 i 2026”, w Almanachu XXXI Międzynarodowych Spotkań Poetów „Wrzeciono 2025” oraz w Almanachu 20-lecia MGL SŁOWO „W ogrodzie słów” (2026). Jest autorką dwóch tomików poezji: „Z nurtem czasu” (2024) i „Życiem pisane” (2026). Wchodzi w skład zespołu redakcyjnego pisma Parafii MBNP w Mielcu: „IKONA”.

W 2026 roku wyróżniona odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.


Wyścig
Młodość z czasem się ściga
na skróty
niecierpliwie
szybko, szybciej, najszybciej
namiętnie
żarliwie.
Uczucia jak strugi deszczu
kapią z rzęs parasoli
śmiech zmieszany ze łzami
raz śmieszy
raz boli.
Młodość z czasem się ściga
goni, biegnie, zdobywa
czasem z czasem flirtuje
chmur dotyka
żartuje.
Z czasem czas jakby szybszy
choć niedościgniony
w swej skrupulatności
kiedy metę przekracza
nie ma z nim młodości.

Młodość trwać może wiecznie 
tylko we Wieczności.


Drugi człowiek
Niezgłębiona jest tajemnica
drugiego człowieka
Widzimy go
lecz nie przenikamy
Słyszymy
choć nie do końca
i nie z pewnością
Nigdy nie wiemy
gdzie jest oryginał
na zewnątrz
czy w środku
w obrazie
czy w sercu
w pozorach
czy w rzeczywistości
Stwórca nie przeszkadza
pozwala błądzić w interpretacjach
zadziwia mistrzostwem zawiłości
kolorytem uczuć i odczuć

Drugi człowiek
Studnia bez dna.


POTOMKOWIE DEDALA

Nogi stąpają po ziemi
a głowa
pełna ikarowego zachwytu
snuje nowe plany.
Potomkowie Dedala
unoszą się wysoko
wyżej, jeszcze wyżej
przekraczając granice niemożliwego.

Uwolnieni od grawitacji
zamknięci
w statkach powietrznych.
Wolni
a jednak ograniczeni.
Zdobywcy kosmosu
uzależnieni od tlenu.

Trudno balansować
między Dedalem a Ikarem
między granicami
bezpieczeństwa i poznania.
Wznieść się ponad rutynę
nie ignorując linii rozsądku.

Potomkowie Dedala
zamknięci
w statkach kosmicznych
uwieczniają w kadrze
marzenia Ikara.
Inspirują
nowych Odkrywców
gotowych zaryzykować wszystko
nie mając gwarancji na nic.

Poszukiwacze wolności doskonałej.


UKRYTE PIĘKNO
Najpiękniejsze miejsca na ziemi
to te, z dala od zgiełku
gdzie otulony ciszą
płynie w powietrzu
szum strumyka
a gwiazdy czekają
na marzycieli
gdzie zagubione
w drzew gęstwinie jeziora
wciąż niecierpliwie wyczekują
swoich nowych odkrywców.
To tutaj stajesz się częścią natury
jej oddechem
zanurzasz się w jej barwach
upajasz odgłosami
szeptami, wyznaniami
przekraczasz granice czasu
i przestrzeni.

Natura, to ty.

Miłość

Miłość
to powiew wiatru
zapach akacji
i śpiew słowika
uśmiech co płacze
łzy co się śmieją
dwóch serc muzyka.

Sielanka
Miłość chabrów i maków
w łanach zbóż ukryta
taka prosta i skromna
a tak znakomita

CZTERY PORY ROKU
Wiosna
Bzy, stokrotki, kasztany,
bratki, tulipany,
kwitną wśród śpiewu ptaków
wiosny pejzażami.

Lato
Lato kolorami dojrzewa
myśli leniwe rozgrzewa
tylko drzewa nieruchomo wyniośle
słuchają jak trawa rośnie.

Jesień
Lecą z nieba deszczu strugi
w trawie kąpią się kasztany
a artysta roztargniony
rozlał farby w drzew korony.

Zima
Szroni drzewa mróz siarczysty
i w baśniowych krajobrazach
promienisty uśmiech słońca
odbija się w ludzkich twarzach.

Codzienność
Codzienność zwyczajna
powszednia i szara
codzienność tak zwykła
że do przewidzenia
codzienność
niezmiennie w rutynę ubrana
chociaż dni mijają
nic się w niej nie zmienia.

Jak taka codzienność może nas zachwycać?
I co w niej szczęśliwe, skoro nieszczęśliwa?

Dowiesz się gdy stracisz
co naprawdę znaczy
ten urok ukryty
spokojnego życia
…
że każdy dzień nowy
to dar niesłychany
za darmo
w Twe ręce na służbę oddany.

List do Jana

„ Nie posprzątasz mieszkania
nie podlejesz dziś kwiatków”
„Duszę skrzypiec obudzisz”
grając przy swoim dziadku.

„Nie przeczytasz gazety
nie zapłacisz podatku”
Już zapięty w „Sutannie”
guzik życia ostatni.

Zostawiłeś nam wiersze
i na płycie śpiewanie.
My będziemy pamiętać
Ty też wspomnij nas Janie.

/wiersz dedykowany Janowi Robakowi, a napisany, jako odpowiedź na jego wiersze: „Stare skrzypce po dziadku” i „Sutanna”/.

Danuta Maziarz



Spacer

Idziemy razem
śladami przeszłości.
Powoli stawiasz kroki
w obcym tu i teraz.
Przemierzamy przeszłość
przysłoniętą niepamięcią.
Wydobywamy z niej
promyki słońca.

Jutro pójdziemy
tą samą drogą.
W starych śladach
odkryjesz nowe.
Znowu zanurzysz się
w niepamięci.
Odwiedzisz obce
tu i teraz.

Tymczasem
bój wygrany.
Razem idziemy
śladami przeszłości.
Niepamięć
nas nie zniewala.
Trzymamy się
mocno za ręce

bo tylko miłość się liczy

a Miłość
to my Mamo.

Moje miasto

W moim mieście
wszystko takie moje
widok z okna
znajome ulice
śmiech przyjaciół
serca niepokoje
szkolny dzwonek
splecionych rąk dwoje.

To z Wisłoki nurtem zawsze płyną
najpiękniejsze dziecięce wspomnienia
i choć życie ciągle gna to przodu
dawnych czasów ta pogoń nie zmienia.

W moim mieście
wysoko w obłokach
samolotów
znajoma muzyka
chór kibiców
wtóruje na dole
duch sportowy
mknie wciąż po ulicach.

To z Wisłoki nurtem zawsze płyną
najpiękniejsze młodości wspomnienia
i choć życie ciągle gna to przodu
dawnych czasów ta pogoń nie zmienia.

W moim mieście
na zegarze życia
wciąż się przeszłość
z przyszłością spotyka
a Patronka
czuwająca w górze
nad tym miastem
cichutko przemyka.

W moim mieście
wszystko takie moje.

Z tęczowej perspektywy
Rozpinasz tęczę
więc biegnę.
Głowę zanurzam w obłokach.
Zerkam dyskretnie na ziemię
by sprawy ogarnąć
z wysoka.
Wszystko jest dziwnie maleńkie
po ziemsku zagmatwane.
Gdy idę po tęczy
do Ciebie
spokój ogarnia mnie
Panie.

Gdyby
Gdyby tak można zmierzyć
mądrość i głupotę
i na tej podstawie
przydzielać robotę.
Głupi myśli, że mądry
a mądry, że głupi
jeden i drugi w błędzie
a obcy kraj łupi.

Samotność
Cisza tak głośna
że aż nieznośna

Krytyka
Krytyczne uwagi zmuszają do refleksji
pomagają widzieć siebie oczami innych
dla wielu to trudny kęs do zgryzienia
nie ma się czym delektować, a przełknąć trzeba.

Marzenia
Naukowcy zamknęli je
w kopule naszej głowy
ale one nie wiedzieć czemu
ulatują na zewnątrz.
Unoszą się wysoko
coraz wyżej
aż znikają w błękicie
otulone ciepłem radosnego słońca.
Wystarczy zamknąć oczy
by poszybować z nimi
w nieznaną niecodzienność.
Na skrzydłach wyobraźni
lekkie jak puch ciało
posłusznie podąża szlakiem marzeń.
Opadają łańcuchy grawitacji.
Jesteśmy wolni.

Dojrzewanie miłości
Bezgranicznie ufająca
miłość dziecięca
Pełna pytań bez odpowiedzi
miłość młodzieńcza
Nieustannie wątpiąca
miłość dorosła
I ta cicha
przekraczająca próg nadziei
miłość dojrzała.


Beata Borowska-Setera
Urodzona 15 grudnia 1978 roku w Pszczynie. Z Mielcem związała się od połowy lat 90. XX w., włączając się i współtworząc życie literackie miasta. Została członkiem Towarzystwa Miłośników Ziemi Mieleckiej im. prof. Władysława Szafera i Mieleckiej Grupy Literackiej SŁOWO oraz Regionalnego Stowarzyszenia Kultury w Rzeszowie.

Jest autorką tomików poezji: „Przedświt” [2023] i „Awizo” [2025] oraz aforyzmów, krótkich form literackich i tekstów satyrycznych, które zostały opublikowane w m.in. Miesięczniku Społeczno-Kulturalnym NASZ DOM RZESZÓW, Internetowym Magazynie Kultury Popularnej „ESENSJA.PL”, publikacjach zbiorowych Dorocznych Spotkań Poetów w Przemyślu [2023, 2024, 2025, 2026], almanachach MGL SŁOWO „W przestrzeniach wyobraźni” [2021]. „W ogrodzie słów” [2026], publikacji Podkarpackiego Uniwersytetu Ludowego z siedzibą w Tuszymie „Na fali słowa” [2024].

W swej twórczości podejmuje tematykę przemijania, relacji międzyludzkich, codzienności i kondycji współczesnego człowieka, łącząc refleksyjność z humorem i wnikliwą oceną rzeczywistości. Jest laureatką licznych ogólnopolskich konkursów literackich, m.in.: Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „{nie}Odkryta Ziemia Mielecka” im. Marii Błażków [2024], Ogólnopolskim Konkursie Literackim „Na skrzydłach Dedala” [2024], Konkursie Poetyckim „Ojciec Makary Demeski – Apostoł Pokoju” organizowanym przez Zakon Karmelitów Bosych w Przemyślu {2024}. Nadsańskich Spotkań Poetyckich [2026], Turnieju Jednego Wiersza im. Ryszarda Szocińskiego [2026].

W 2025 r. została wybrana na prezesa Mieleckiej Grupy Literackiej SŁOWO i do Zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Mieleckiej. Jako prezes MGL SŁOWO organizuje konkursy literackie, spotkania autorskie, warsztaty, promocje książek, wydarzenia patriotyczne i edukacyjne oraz przedsięwzięcia integrujące środowiska twórcze. Współpracuje z instytucjami kultury, szkołami, bibliotekami, samorządami i organizacjami pozarządowymi, promując twórczość lokalnych autorów i czytelnictwo. Konsekwentnie stara się budować trwałą przestrzeń dla rozwoju mieleckiego środowiska literackiego oraz promować Mielec jako miasto otwarte na kulturę, sztukę i słowo.


***
Widziałam młodość…
Siedziała na ławce z papierosem w dłoni
Zgarbiona czekała aż wiatr deszcz przegoni
Piękna jak bogini narzekała głośno
Że przez te trawniki buty tylko mokną

Widziałam starość…
Tańczyła boso w deszczu o poranku
W pomarszczonej sukni przysiadła na ganku
Białe pukle włosów wiatr w warkocze splatał
Planowała podróż gdzieś na koniec świata

Zapytałam młodość czy pójść ze mną zechce
Znudzona odparła - mnie się chyba nie chce
Starość na te słowa błysnęła oczami
Jestem spakowana - kiedy zaczynamy?


***
Mówili o niej że wariatka
Gdy uparcie dążyła do celu
Że nie warta ni tynfa ni kwiatka
Nie poddała się a chciało wielu

Jej upadku czekali dewoci
Specjaliści od fałszu i świętych
Nikt nie palił się do pomocy
Każdy cudzym życiem zajęty

Ona biegła po swoje marzenia
Niosąc wieniec na głowie pogardy
Tylko Ci mogą życie swe zmieniać
Co nie boją się awangardy


***
Pod cudzą kołdrą ujrzeć najłatwiej
Krzywe poduchy, brudne pościele
We własnym łóżku światełko gaśnie
Po rozgrzeszenie pędzi w niedzielę

Sprawiedliwością krzywdę tłumaczy
Tych co odwagę sobą być mieli
Diabłem orzeknie, karę wyznaczy
Stęchlizny własnej ślepy pościeli

Brak tolerancji racją okrzyknie
Sobie podobnym brawo bić będzie
A jeśli w tłumie na moment zniknie
Kołtun na głowie rozpoznasz wszędzie


***
Po dwóch stronach stołu oboje siedzą
A blatu gładkość jak ocean dzieli
Dzisiaj niewiele o sobie wiedzą
Co ich łączyło już zapomnieli

Że sam ją wybrał on nie pamięta
W niej też się wszystko jakby zatarło
Żadne nie zadba by chociaż w święta
Spróbować wskrzesić coś co umarło

Cisza nad stołem rosła przez lata
Gdy obojętność burzyła mosty
Prawie pół wieku razem dla świata
Od dawna są już dla siebie obcy

O tym że kiedyś inaczej było
Niemi świadkowie na strychu świadczą
Pożółkłe zdjęcia a na nich miłość
Czasu nie cofną dziś nie wystarczą

 

Urodziła się w Mielcu i z tym miastem jest związana. Obecnie od ponad dwudziestu czterech lat mieszka w Tuszymy w gminie Przecław. Absolwentka I Liceum Ogólnokształcącego w Mielcu i Uniwersytetu Rzeszowskiego. Doradca zawodowy, a obecnie szczęśliwa emerytka. 
Członkini Towarzystwa Miłośników Ziemi Mieleckiej im. Władysława Szafera. Należy do Mieleckiej Grupy Literackiej "SŁOWO”. 
Jest członkiem lokalnych stowarzyszeń "Razem dla Tuszymy” i "Przecławski Krąg”.
Wydała trzy tomiki poezji - "Anioły”, "Autograf”, "Wiersze zadane”.
Publikuje swoje wiersze w Almanachach wydawanych przez Mielecką Grupę Literacką "SŁOWO”.

Miłośniczka sztuki. Pisze wiersze, bajki dla dzieci, maluje. Zachwyca ją piękno świata, które pragnie uwieczniać i przekazywać innym. Słowem i pędzlem utrwala spostrzeżenia i emocje. Obrazuje otaczającą rzeczywistość, blaski i cienie codziennego dnia i odświętne uniesienia wszystkim co piękne.

 


Gałczynienie

jutro popłynę łodzią codzienną 
granatem nieba
i godzin szarością dnia

bo Ja zwyczajna

jutro popłyniesz jak księżyc złoty
wiatrem pędzony
tak wiem o tym

bo Ty zwyczajny

zwyczajni ludzie
zwyczajnie płynąc
zwyczajnie są

nadzwyczajni


Widok z okna

na wyciągnięcie ręki 
ściana szpikulców na złotawo burych pognieciuchach
balansuje chwiejno powiewno

prześwity błękitu
szaro smutne utykają przestrzeń
rozświetlając taflę 
szmaragdowo igłową

serca drzewostanu 
kształtnie zakute szumią przestrzennie 
ciszy szpilkowej
kantylenę liryczną
zielono rytmiczną


Zawieruszenie

szpargałki sentymentalne
pozostawione

czasoprzedmioty zagospodarowujące chwile

urastają do niebotyczności

z nimi znajome
bez nich pokraczne

nic a świat


 Jutro

jeszcze wyzwanie
ale 
już pomieszane ze strachem
nie tylko z ciekawością

jeszcze

a chciałoby się zawsze

jutro też



 Mama

tyle
kropli dni
i
nocnych objęć Morfeusza

przytuleń promiennych
głośnięć emocjonalnych
utęsknień
wspólnych codziennie
i
nie pustki

tyle
Jej we mnie 
ile życia

 

 

Tomasz Pycior


Urodził się 30 stycznia 1941 roku w Trzcianie, w powiecie mieleckim. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Trzcianie w 1955 roku podjął naukę w Liceum Sztuk Plastycznych w Sędziszowie Małopolskim. Po ukończeniu drugiej klasy tejże szkoły powrócił do domu prowadzić gospodarstwo rodzinne. W 1960 roku rozpoczął pracę w WSK Mielec, a w 1967 roku zdał maturę w Technikum Mechanicznym dział budowy płatowca. W WSK Mielec pracował do 1980 roku, od 1987 rozpoczął pracę w Iglopolu w Trzcianie.

Pisanie wierszy to jego życiowa pasja, piszał wiersze, często satyryczne, ukazujące przywary otaczających go ludzi, także „wielkich” tego świata. W 2006 roku otrzymał wyróżnienie za wiersze „Tęsknota” i „Jeszcze Polska nie zginęła” w konkursie poetyckim w Tuszowie Narodowym „Ojczyzna to kraj dzieciństwa”, wyróżnienie w konkursie poetyckim ”Wola Mielecka w wierszu i opowiadaniach” za wiersz pt. ”Korzenie”, a w 2007 roku w regionalnym konkursie literackim „Strzeż mowy ojców strzeż ojców wiary” otrzymał wyróżnienie za wiersz „Pieśń o Matce Bożej”. 23 września 2009 roku w czytelni Gminnej Biblioteki Publicznej w Tuszowie Narodowym odbyła się promocja tomiku poezji "Zostawić ślad". Za swoje prace zdobył dwie nagrody, cztery wyróżnienia, oraz kilka listów gratulacyjnych i dyplomów.

Drukiem ukazało się 8 autorskich tomików poezji, w tym jeden z fraszkami i innymi drobnymi utworami poetyckimi: Zostawić ślad (2009 r.), Rymowane myśli i spostrzeżenia (2010 r.), Sens życia (2011 r.), Wesele na wsi (2011r.), Historia powstania parafii Trzcianie (2011 r.), Fraszki i inne igraszki (2014 r.), Barwy rzeczywistości (2014 r.), Z życia wzięte (2015).

Tomasz Pycior zmarł 11 czerwca 2025 roku, w wieku 84 lat.


Artykuły:
1. Zostawić ślad
2. Rymowane myśli i spostrzeżenia
3. Wesele na wsi
4. Sens życia
FILM
Promocja tomiku poezji Sens życia - cz.1
FILM
Promocja tomiku poezji Sens życia - cz.2

 


Tomasz Pycior Wesele na wsi , spektakl „Młody chce układać życie”
DK Grochowe 16.06.2013

link do filmu: http://youtu.be/K0F0IR4iqbU
montaż : Zbigniew Wicherski


WDZIĘCZNOŚĆ DZIECI

Siądź porozmawiać pomóż rodzicom ;
kiedy ? jak w pracy lub za granicą
kto z takim starym rozmawiać umie
przecie on życia dziś nie rozumie.

Nie ma komórki ni iternetu
o czym z nim gadać można człowieku
o dawnych czasach które nie wrócą
czy o nieszczęściach które zasmucą ?

W żadnym temacie nie mają racji
stary - to towar już po gwarancji
co się go trzyma choć to kosztuje
a on nie schodzi i zastępuje.

Dziś się to dziecko wszystkim zasłania
a gdzie jest wdzięczność, gdzie przykazania ?
gdzie wiara ojców Boża nauka
to jak ją wpoić, jak nikt nie słucha ?

Że żadna cnota dziś nie jest w cenie
stąd postępuje zezwierzęcenie
jak się utrzyma dłużej w tym stanie
to kanibalizm wkrótce nastanie.

Tomasz Pycior,  26.07.2015 r.


O PANIE (pieśń)

O Panie któryś jest nad nami
trudy naszego życia znasz
co dzień o pomoc Cię błagamy
zwracając w Twoją stronę twarz.

O usłysz Panie nasz błagalny głos
oddal nieszczęść i chorób od nas cios
by powróciła do nas siła
Zelżał nasz los.

A kiedy przyjdzie z tym światem rozstanie
swą dobrotliwą podaj dłoń.
Do serca swego przygarnij nas Panie
promieniem łaski ogrzej naszą skroń.

Zapomnij naszych myśli błędny tok
na miłosierdzie swoje skieruj wzrok
w dobroci swojej na wieczny czas
przygarnij nas.    

Tomasz Pycior     03.08.2015


CO MOŻNA

Co można zrobić jak się jest stary
jak nie działają już żadne czary
jak się nie rusza ręką czy nogą
jak już lekarze pomóc nie mogą.

No można usnuć taką riposte
że wezmę umrę lecz to nie proste
bo kto normalny sam sobie szkodzi
a zwłaszcza gdy śmierć doń nie przychodzi.

Jak się nic złego nie dzieje w głowie
choć pamięć sprawna tylko w połowie
nawet gdy sprawność znacznie podcięta
adres do domu dobrze pamięta.

Można z wszystkiego uczynić kpiny
można ciężarem być dla rodziny
można od dzieci doznać przykrości
no i krzywd wielu w swojej starości.

Można też złożyć grosików pare
zwiedzać krajobraz i miasta stare
szlakiem historii ruszyć po kraju
w każdym miesiącu nie tylko w maju.

Wszystko tak proste patrząc z daleka
a bliżej spojrzeć to temat rzeka
Tu nie dosłyszy, tam nie dowidzi
i własnych ruchów człowiek się wstydzi.

Więc można tylko wieczór i z rana
składając ręce w modłach do Pana
ocierać z łezki oczy, jagody
jagody wspominać jak to było się młodym.  

Tomasz Pycior      05.08.2015



WOŁAM DO CIEBIE PANIE

Skoro tylko wstaję z rana
natychmiast wołam do Pana
do mego Boga na niebie
i szukam go koło siebie.

Jak ubranie biorę na się
głos ze serca wyrywa się
niechaj będzie pochwalony
Jezus Chrystus Bóg wcielony.

Kiedy idę do Kościoła
serce od radości woła
niechaj będzie pochwalony
Jezus Chrystus Bóg wcielony.

Gdy na krzyżu ujrzę Pana
zaraz padam na kolana
usta me szepczą w pokorze
bądź pochwalon dobry Boże.

Kiedy w czasie podniesienia
z sercem pełnym uwielbienia
wznoszę wzrok swój i w pokorze
wielbię Ciebie dobry Boże.

A wieczorem dobry Boże
zanim sen me oczy zmorze
Dzięki Tobie czynię Panie
za Twe nade mną czuwanie.

Kiedy przyjdzie dobry Panie
moje z tym światem rozstanie
nie wypuść mnie z swej opieki
bym pozostał Twój na wieki.

Tomasz Pycior    19.08.2015



POLITYKA

Wszystko co dzisiaj człowiek dotyka
właściwie mówiąc to polityka.
Co będzie w kraju, w rolnictwie, sporcie
jest polityką w każdym resorcie.

Między partyjne o władzę spory
kto teraz wygra bliskie wybory,
kto tu premierem państwa zostanie,
komu powierzy lud zaufanie.

Jakich się zasad Prezydent ima
co obiecywał dziś nie dotrzyma
jak obietnice miałby sforsować
ile to wszystko będzie kosztować ?

Jak dziś rolnictwo wybawić z nędzy
skąd na to wszystko dostać pieniędzy
gdy straszna susza ten kraj dotknęła
a nawet banków nie ominęła.

A tu uchodźców pcha się tłum dziki
mało że z Syrii, jeszcze z Afryki
Przyjaźń sąsiedzka dziś się zachwiała
a w kraju wojna już rozgorzała.

Miało być miło i zgodnie właśnie
tę politykę niech piorun trzaśnie !
Nie ma pieniędzy , braknie nam chleba
Jeszcze nam tylko wojny potrzeba.

Do głowy myśli przychodzi mrowie :
Czy ten świat cały stanął na głowie ?
W rzekach brak wody - budujemy wały
czy mózgi też nam wyparowały ?

Tomasz Pycior    20.08.2015 r.

 


 

Uroki życia

Piękny ten świat, gdy w letnie dzionki
Słoneczko złotem lśni,
Gdy nad polami dzwonią skowronki,
Kocham to ja i ty.
Piękny, gdy w wieczór słońce zachodzi
Za góry i drzew konary,
Najdłuższy cień wraz z tobą chodzi
I budzą nocne mary.

Piękny, gdy w ciepłą noc gwiaździstą
Po niebie księżyc kroczy,
Gdy pierś twa chłonie woń drzew czystą,
A w niebo wlepiasz oczy.
Lecz najpiękniejszy jest o świcie,
Słowik się ze snu budzi,
Jak człowiek kocha, tchnie w nim życie,
Jest najszczęśliwszym z ludzi.

Urzeka wiosną, czaruje latem
I dziwi się jesienią.
Czy denerwuje cię zimą zatem?
Czy twe poglądy się mienią?
A gdyby jednak wszystkie pory życia
Przeżywać jednakowo,
I zawsze byłoby coś do odkrycia,
Brać życie nie nerwowo.

A zawsze kochać, zawsze rozumieć
Następstwa i przyczyny,
Może przebaczyć, przemilczeć umieć
Obrazę, potwarz, drwiny.
Stanowczą ręką trzymać na wodzach
Swe nerwy, uniesienia,
Większe wrażenie zrobisz na wrogach
I bliższyś pogodzenia.

Może ktoś przezwie cię flegmatykiem
Lub spyta, co masz z tego?
Lecz tyś równania jest grafikiem
I wzorem dla każdego.
Śpiewać nie będą ci w podzięce,
Nie licz na dziękowanie,
Czyste sumienie, czyste serce
Tobie za wszystko stanie.

04 listopada 1992 roku

 


Coś o sobie


Nie widziałem cudów świata,
Nie na dworach życiem wiódł.
Moje życie z wsią się splata,
A rzeźbił mnie znój i trud.

W wiejskiej chacie urodzony
Edukację z życiem brał.
W wiosce też szukałem żony,
Bym z nią wspólny język miał.

Miłość ziemi swej Ojczyzny
Z mlekiem matki dzieckiem ssał.
Jej boleści, rany, blizny
W swoim sercu zawszem miał.

Stąd ją kocham, jak swą matkę,
Wszakże matek miałem trzy:
Jedna rodzi, druga karmi,
Trzecia łask swych daje mi.

Matko Boża – mnie grzesznika
Nie odpychaj, strzeż i chroń.
Ja prostackie swoje życie
Składam w Twą Matczyną dłoń.

A na ziemskim tym padole
Póki duch się we mnie tli
Moje czyny, myśli, wolę,
Pozwól ofiarować Ci.

Niech przygarną twe ramiona
To, co u stóp składam Twych.
Moją muzą była żona
Natchnień dobrych i tych złych.

Życie moje już przygasa,
Jeszcze tli się ducha żar.
Jeszcze pisak w ręku hasa
I w tym właśnie życia czar.


22 listopada 2002 roku


. . .

Wiatr niesie radość w majowym powiewie,
A raben wdzięcznie kwili gdzieś na drzewie,
W którego cieniu ja chwilę usiadłem
I w taką oto zadumę popadłem.

Kraj bliski sercu stanął przed oczami,
Kraj oddzielony lądem i morzami.
Kraj, co był dla mnie gniazdem jak dla ptaka,
Kraj ukochany przez serce Polaka.

Tam moja matka, co mnie urodziła,
Tam moja ziemia, co mnie wykarmiła,
Tam moja żona krząta się u chatki,
W której zostały moje lube dziatki.

Rwany tęsknotą, żal mi duszę ściska,
Patrzę na ptaka – łza mi z oczu tryska.
Widać w nim radość, bo wesoło śpiewa,
A moje serce cierpi, ubolewa.

Szczęśliwe ptaszę, bo nie zna tęsknoty,
Nie zna uczucia żalu, ni zgryzoty.
Zawsze znajdzie wyjście jeśli jest w potrzebie,
A jak ma rodzinę, no to blisko siebie.

Wszystko to prawda, co dotyczy ptaka,
Prawda, że tęskni serce Polaka.
Nie każdy w życiu może być ptakiem,
Polakiem zrodzon – zostaniesz Polakiem.

Springfield, 23 maja 1981 roku


Krwią męczeńską spłynął Katyń

Nad Katyńskim lasem, mgła zawisła sroga.
Wśród mgieł krzyk, płacz, lament wznosi się do Boga.
Pośród dymu, huku, języków płomieni,
Ulatują dusze z ciał żywcem pieczeni.
A cóż to za straszna chwila, taka sroga?
To kwiat Polskich dzieci ze skargą do Boga.
Bo lat siedemdziesiąt ta ziemia zabrała,
Kwiat inteligencji, tu leżą ich ciała.
Dlatego, że wiernie przy Ojczyźnie tkwili,
Tu za nią swe życie w ofierze złożyli.
Dziś z hołdem wdzięczność ekipa zdążała
I ta katastrofa okrutna się stała.
Razem z Prezydentem, senat i posłowie,
Najważniejszych działów, władz polskich szefowie.

Kilku generałów, księża i biskupi,
Zestaw polskich mózgów ten samolot skupił.
Był były prezydent Kaczorowski, który
Tu w czterdziestym roku sam uniknął kuli.
I ci, dzięki którym kraj wszedł do wolności,
A także legendy tej Solidarności.
Przed siedemdziesięciu laty, zbrodnia tu spełniona,
Która jeszcze dotąd, nie jest rozliczona.
Dziś znowu tę ziemię Polska krew zrosiła,
Tragedia, ten biedny lud osierociła.
O biedna kraino, gdyby ci Rodacy,
Co za Ciebie giną, wzięli się do pracy
I po garstce ziemi z Ojczyzny zabrali,
Toby dłońmi swymi Polskę usypali.

I znów Zygmunta dzwon poniósł smutny ton,
To wielkich ludzi zgon swym jękiem głosił on.
Wspomnienia nie starte łez potoku warte.
W dniu niezapomnianym, Papież był chowany.
A ile takich dni w pamięci naszej tkwi?
Lotnictwa polskiego kwiat, tragicznie na ziemię spadł.
Tyle nieszczęść, krzyżów zda się,
Spadło na nas w krótkim czasie.
Czy nie znak do dla nas nakazany z nieba,
Że nam się pod krzyżem zjednoczyć potrzeba.
Bo tylko pod krzyżem tylko pod tym znakiem,
Polska jest Polską, a Polak Polakiem.
Że czas skończyć kłótnię, niesnaski i spory,
Bo nadszedł czas próby, smutku i pokory.
A któż nas przed zgubą sieroty uchroni?
Chyba Matka Boża! Wołajmy więc do Niej.

Nie opuszczaj nas, nie opuszczaj nas,
Matko, nie opuszczaj nas.
Matko pociesz, bo płaczemy.
Matko prowadź bo giniemy.
Ucz nas kochać, choć w cierpieniu,
Ucz nas cierpieć, lecz w milczeniu..

10.04.2010r.

 


SMOLEŃSK

Nad smoleńskim lasem wielka łuna świeci
To w tym ogniu giną nasze polskie dzieci.
Wnętrze samolotu gdy w ogniu stanęło
Jakby je na ziemi piekło ogarnęło.

Do pasa lotniska sekund brakowało,
Kiedy to potworne nieszczęście się stało.
Właśnie lewym skrzydłem o drzewo zahaczył
I jak ranny orzeł sterowność utracił.

Cielsko samolotu z ziemią się spotkało,
Przy takiej szybkości w proch się rozleciało.
Wewnątrz nastąpiła tam śmiertelna trwoga,
Bo w ogniu znalazła się cała załoga.

Nikt z tej katastrofy nie pozostał żywy
I cudu nie było, tylko szok prawdziwy.
Choć wiele wypadków lotniczych już było,
Nieszczęście tej miary pierwsze się zdarzyło.

By dwóch prezydentów i z jednego kraju
Choć różnica wieku wraz poszli do raju.
Dziesięć najgłówniejszych w armii generałów
I przedstawicieli ważnych w Polsce działów.

Trzech wicemarszałków i trzech senatorów,
Piętnastu posłów, kilku członków BOR-u,
Biskupi, kapłani też dziesiątek bity,
Lekarze i bliscy z prezydenckiej świty.

Kwiat inteligencji, kadra doświadczona
Cały ciężar państwa był na ich ramionach.
Przed siedemdziesięciu laty kiedy tu zginęła
Tak i teraz męczeńską krwią ziemia spłynęła.

O nieludzka ziemio! Polską krwią zroszona;
Tyś szczątkami Polaków na wskroś przesycona.
Tyś okupem największym za wolność. Płacona
Jeszcze po siedemdziesięciu latach odnowiona.

Ci, co na miejsce kaźni swych ojców jechali,
Po raz drugi od Ciebie takich zdrad doznali.
Tyś już własnością Polski, polską krwią kupiona,
Bo od tej krwi polskiej – tyś sama czerwona.

Logicznego brak tu jest uzasadnienia;
Jaki cel ta tragedia miała do spełnienia?
Czy aż takiego wstrząsu trzeba było,
By polską krzywdę reszta świata zobaczyło?

A może to przestroga dla tych, co zostali,
By szkalowania innych wreszcie zaprzestali.
By jak misję traktować poselskie mandaty
Nie gryźć się o stołki, jak psy o ochłapy.

Niech pamięta Polak; Polka go zrodziła
I że polska ziemia jego wykarmiła.
Niech dług swój z honorem swej Ojczyźnie spłaci
A wtenczas będziemy silni i bogaci.

11.04.2010 r.


Kruchość życia

Jak się coś zaczyna, kiedyś skończyć musi.
Tu historię życia też poruszyć kusi.
Niewinnie poczęte, a walczy o życie.
Chce prawa do niego potwierdzić niezbicie.

Choć z pomocą innych, jakoś stawia kroki.
Z latami wyruszy sam w ten świat szeroki.
Musi tylko nabrać pewności i wiary,
Żeby poznać życia tajniki i czary.

Niełatwa to sprawa, twierdzę jak tu stoję,
Wiedzieć jak pokonać trudności i znoje.
Bo taka jest prawda o życiu niestety,
W większości zależne właśnie od kobiety.

Są jednak przypadki, a jest ich niemało
Od płci niezależnie cierpi każde ciało.
Czy to przez chorobę, samotność, rozstanie,
W końcu nie przewidzi nikt, kiedy nastanie.

Słuszną nazwą tego będzie przemijanie.
Żal, smutek niosące, to jest to rozstanie.
W większości, to każdy ma kogoś bliskiego,
Który w jakiś sposób przystaje do niego.

Kocha, przywiązuje, dzieli wspólne trudy,
Jada z jednej miski, pierze wspólne brudy.
Aż tu w jakimś czasie coś złego się stało,
Z niezależnych przyczyn jedno pozostało.

I bez pożegnania, bez jednego słowa,
Odszedł i to życie trza kleić od nowa.
Ile wtenczas żalu, ile łez wylanych,
Ile słów zostało niewypowiedzianych.

Prac niedokończonych i spraw niezamkniętych
Ile planowanych, nawet niezaczętych.
Ile bliskich zostało, że nie pomnę dzieci
On odszedł! Niech mu Światłość Wiekuista świeci.

Jeszcze jak dane mu było się nacieszyć życiem;
A jak młody, co mówić? Że stąd odszedł z niczym.
Odszedł, po nim kamień grobowy zostaje.
Zostałem przy życiu do myślenia daje.

Że wszystko, co tutaj zgromadzić się dało,
Dalej za nim nie pójdzie. Na ziemi zostało.
Że nie dobra zdobyte są dla Boga tronu
Lecz dla dobra duszy trzeba spuścić z tonu.

Dla żywych, tylko wspomnieć pozostało,
Że odchodzi człowiek, jakich bywa mało.
I że próżni po nim zastąpić nie sposób
Bo nie ma na ziemi identycznych osób.

14.04.2010 r.


O śmiechu prawie wszystko

Choćby rodzina na mnie się wściekła,
Cała publiczność mnie się wyrzekła,
Albo pół świata stało na głowie –
Nikt nie zaprzeczy, że śmiech to zdrowie!

Śmieją się dzieci, śmieją się młodzi,
Śmieją się starzy, bo co im szkodzi,
Śmieją się ludy i śmieją rody,
Kiedy do śmiechu znajdą powody.

Śmiejmy się szczerze z żartów, kawałów,
Śmiejmy się z pysznych i ideałów,
Z niewinnych figlów, udanej psoty
I z polityków, i ich głupoty.

Śmiejmy się z biedy i beznadziei,
Z błaznów, krętaczy i ze złodziei,
Z tych, co by chcieli, ale nie mogą,
Z tych, co nie dadzą przejść życia drogą.

Śmiech bywa słodki, szczery, naiwny,
Chytry, zgorzkniały i całkiem dziwny,
Kapryśny, kwaśny czy hałaśliwy,
Ładny i brzydki lub urągliwy.

Według odczucia lub też przyczyny,
Różne w uśmiechu stroimy miny.
Nawet nie zawsze wie o tym głowa
Jak się w uśmiechu buzia zachowa.

Najcudowniejszy jest uśmiech dzieci.
W źrenicach szczęścia iskierka świeci,
Czasem przez łzę, jakby z nadzieją,
Że starsi uśmiech ten zrozumieją.

Drugi, od młodej pary wysłany,
Jest dziwnym szczęściem nacechowany,
Niczym anielski, tak chciało by się
Jego zachować na całe życie.

Trzeci, dobroci – mądrej, dojrzałej,
Co daje spokój ludzkości całej.
Ma wyciszenie i ukojenie,
Tak pożądany niczym zbawienie.

Jest jeszcze uśmiech od reszty inny,
Taki na czasie – tolerancyjny.
Ja z niego śmieję się ust kącikiem,
Bo każdy uśmiech – jest odprężnikiem.

07 marca 1996 roku

 


Pies i kot

Na podwórku, gdzieś pod płotem,
Młody pies bawił się z kotem.

A miła to była zabawa:
Podskoki, koziołki, ucieczka, obława.

Sam styl tej zabawy, ten zapał uparty
Wskazywał na przemiłe obustronne żarty,

Że patrząc się nań z boku tak by się zdawało,
Że uczucie przyjaźni wiecznie będzie trwało.

Aż tu przy jednym z wywrotów mocniej przyduszony
Zamiauczał z bólu kocur dziwnie napuszony

I wystawił pazury, będąc w gniewu sztosie,
Drapnął nimi boleśnie psa po miękkim nosie.

Pies – by nie być dłużny fałszywemu kotu
Warknął, kłami błysnął, odwrócił sierść grzbietu

I już miał kłapnąć kota goniąc za nim w lewo,
Lecz ten zdążył już dopaść tam rosnące drzewo.

I z kocią zręcznością wspiął się nań szczęśliwie,
Tylko pies został pod drzewem szczekając zjadliwie.

Odtąd o skłóconych powiadali potem,
Że niejeden z niejednym żyją jak pies z kotem.

Stąd przysłowie bardzo stare:
„Każdy żart ma swoją miarę”.

04 lutego 1979 roku


Jak postrzegam świat

Już od wielu, wielu lat
Kocham życie i ten świat.

Świat dziecięcy, świat młodzieńczy,
Co się zawsze do mnie wdzięczy.

Podziwiałem świat dojrzały,
Był ciekawy i wspaniały,

Tajemniczy i nieznany,
Poznawany, odkrywany.

Żyłem w nim i w nim żem tkwił,
Bo ten świat – mym światem był.

W każdej chwili, w każdej porze,
W świt, skwar, mrok czy zmierzchu zorze,

Czy to w upał, deszcz czy mróz
Podobał mi się i już.

Podziwiam Twe dzieło Boże,
Piękniejszego być nie może.

02 czerwca 2001 roku

 


 

Westchnienie do Boga

Kiedy się budzę, kiedy wstaję z rana,
Nim zwykłą zacznę pracę,
Najpierw uklęknę i wołam do Pana.
Modlitwą ten dzień zacznę.

Dziękuję Bogu za to, że przeżyłem,
Że jeszcze dach mam nad głową,
Że żadnej klęski sam nie doświadczyłem,
Że szczęście i dostatek jest moją połową.

Kiedy w południe jękną głośno dzwony,
Zadumam się, westchnę może,
A myśl dziękczynna biegnie w nieba strony,
Z Twojej woli żyję Boże!

Po dniu całym spracowany
Nim odpocząć się położę,
Na kolanach, zatroskany,
Tobie dzięki czynię, Boże.

Za to słońce, co tak grzało,
Za ten wiatr, co wiał na pola,
Że mi się pracować chciało,
Za to, że chleb rodzi rola.

Za to, co się dziś zdarzyło,
Za ten piękny śpiew skowronka,
Za wszystko, co mnie cieszyło,
Za kwiat, co wyrasta z pąka.

Za wstające ranne zorze,
Za zmierzch, co zapadł za słońcem,
Wszystko Ty mi dajesz Boże,
Tyś początkiem mym i końcem.

05 lipca 1993 roku


PIOSENKA O PAPIEŻU POLAKU
Na melodię: Góralu, czy ci nie żal

Raz w Polsce Papież się zrodził,
Co po polskich górach chodził.
I lubił pływać kajakiem
I wędrówki górskim szlakiem.

Ref. A zawsze mu było żal
tych polskich gór i tych hal. (bis)

Kochał on młodzież i dziatki
I dróżki polne i kwiatki.
I chaty wiejskie rozsiane,
I dachy na nich słomiane.

Ref. I piosnki, co śpiewał bór,
I echo, co niosło wtór. (bis)


DLA UCZCZENIA PAMIĘCI NAJWIĘKSZEGO Z POLAKÓW, KAROLA WOJTYŁŁY
Na melodię Zapada zmierzch

Wśród wszystkich nazwisk otoczonych sławą,
Autorytetów świata, wielkich serc,
Choć wielu z nich tkwi pod polską buławą,
To Papież Polak najsławniejszym jest.
Z skromności swej i z dużej wiedzy znany
Przez cały świat naukę niesie swą.
Za prawość ducha WIELKIM mianowany,
W obliczu śmierci niesie godność tą.
A kiedy stawał przed obliczem Pana,
żeby rachunek z ziemskiej misji zdać,
Świat się pogrążył w modłach na kolanach,
By za nim prosić Boga – i żegnać.
I prawie wszystkie państwa i narody
Oddały Jemu szacunek i cześć!!!
Pod kątem tym historia nie zna zgody,
Aby któremu władcy taką nieść.
Niech sława cnoty Jego nie zaginie,
I niech przez wieki pośród wiernych trwa.
Czysta – jak myśl, co z głębi serca płynie,
A w trudnych chwilach niech nam przykład da.

 


Pogrzeb śp. ks.Prałata Michała Winiarza

Smutno dzwony zabiły.
Jęk, płacz słychać w ich glosie!
To z żalu, że do mogiły
Ten, co powołał je poszedł.

Ten, co im tu miejsce zgotował
Co stworzyć je kazał i ochrzcił.
Co bogu świątynie zbudował
I z ludu uczynił kościół.

Ten, co w służbie Boga
Przez lat sześćdziesiąt pięć stawał
Wiernym wskazywał, gdzie doga
I dobry przykład dawał.

Ten, co chrzcił nasze dzieci,
Uczył życia i wiary.
Co łączył sakramentem
I błogosławił pary.

Ten, co w ostatniej chwili
Z Wiatykiem i pociechą
Szedł - nie raz pieszo gdzie żyli
W wiejskich chałupach pod szczechą.

Nie bacząc na pogodę
Jaka na dworze się działa
Prowadził w ostatnią drogę
Swoich parafian ciała.

Dziś Jego powołał Pan Bóg
Kiedy wiekiem strudzony
By wedle Jego zasług
Był dobrze nagrodzony.

Żegnamy Cię Ojcze kochany
I polecamy Cię Bogu
My Twoje sieroty ze Trzciany
Bo Tyś już na Boskim progu.

Dziękujemy serdecznie
Za lat pięćdziesiąt z nami
O pokój Twej duszy wiecznie
My dziś prosimy ze łzami.

Przyjmij Panie sługę godnego
Twego Boskiego wejrzenia
Weź do Królestwa swego
Wiernego do ostatniego tchnienia.

 


Życie na kredycie

Podpatrzyłem kiedyś kilku emerytów,
Jak robili zakup za wpis do zeszytu.
A co najciekawsze, śmieszne - może wiecie?
Każdy miał swą stronę niczym w Internecie.

I każdy do pełna torbę naładował,
Jak coś nie wchodziło, w reklamówkę schował.
Potem tylko palcem na zeszyt pokazał
I sprzedawca wpisał, i się nie obrażał.

I spokojnie czekał aż do rent wypłaty,
A czasem i dłużej, dzieląc dług na raty.
Pomyślałem: małe są emerytury
I nie można żyć za nie płacąc z góry.

Ale szlak mnie trafił - wiecie, rozumiecie,
Przecież żyć nie można wiecznie na kredycie!
Ten budżet co bierze, trzeba rozplanować,
By żyć na bieżąco, a nie wciąż borgować.

Biednych można dziś spotkać w każdym narodzie,
Ale wiele z nich z własnej winy jest o głodzie.
A żeby oddać całą prawdę bez obciachu,
To wieku na własne życzenie nie ma swego dachu.


Zegar życia.

Wieczór nastał głęboki
Słońce dawno już zaszło
Ciemnych chmurek obłoki
Skryły wioskę i miasto.

Za ich firany ukryty
Piękny nieba firmament
Świat cały w mrok spowity,
Widać w powietrzu zamęt.

Tylko śniegowe płatki
Cicho lecą na ziemię
0 różnych wzorach łatki
Na chmurkach zima drzemie.

A ja siedzę przy oknie.
Cisza w uszach mi dzwoni,
I rozważam samotnie,
Jak to życie czas goni.

Co tylko minęła wiosna
Latem byliśmy młodzi
Już mija jesień radosna
I zima życia nadchodzi.

I jakoś tak posmutniało,
Radości brak powodu.
Jakiś wewnętrzny głos woła,
By się zbierać do odchodu.

I tylko zegar uparty
Jak bomba cicho tyka.
Był świat przed nami otwarty,
Ale już się zamyka.


STAROŚĆ

Piękne życie jest młodemu.
Lecz nie takie dorosłemu.
A na pewno - nie wiem, czemu,
Takie przykre jest staremu.

Mówię nie wiem, lecz zgaduje;
W tym, co stare - coś się psuje
I usterek nie wyliczy,
Czego kolwiek to dotyczy.

Bo człowiek, to też maszyna,
Co na starość się zacina.
Zda się, że w porządku z głową,
Traci zdolność przepustową.

Słabnie pamięć, słuch i oko,
Nie podskoczy już wysoko,
Bo mięśnie ponaciągane,
A stawy powybijane.

Twarz blednie, a glos gdzieś znika,
Podobny do nieboszczyka.
Postać zgięta, no, bo chora
I przypomina upiora.

Palce krzywią się jak szpony.
Co raz rzadziej ogolony.
Mało siwy -jeszcze łysy
I co raz mniej zjada z misy.

Spać nie może, leży wiele.
Co raz częściej jest w kościele
I do Boga oczy wznosi,
O lekką śmierć dla się prosi.

A kysz! Myśli moje czarne.
Czemu życie takie marne?
Nie wiem, z jakiego powodu,
Nie jest takie, jak za młodu.

Please publish modules in offcanvas position.