Anna Kaszub
Urodziłam się 25 kwietnia 1976 w Dębicy. W klasie czwartej Szkoły Podstawowej w Przecławiu rozpoczęłam naukę gry na pianinie. Dostałam się do Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Mielcu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że muzyka stała się moim wykształceniem. Ukończyłam II Liceum Ogólnokształcące w Mielcu oraz studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Jestem nauczycielem muzyki, a po studiach podyplomowych także plastyki.
Od pewnego czasu swoje uczucia ujmuję w strofy wierszy, powiedzenia i sentencje


***
Do okien zagląda stale dzień i noc
Pokochać piekło i zaświaty
Tu i ówdzie strzęp lub słowa ślad
jak powstrzymać inwazję bladych twarzy?
W tańcu pracy pszczoły na urodzaj liczą
i nic się nie kończy prostym tak lub nie.

***
Blask i drżenie smyczkowej melodii  posyłam
Dnia pełnego, innego niż wszystkie mocno ślę
Słonecznego wszystkiego
W podniebną dal bez końca
u samych szczytów dnia nowego
blask złotego słońca niech brzmi
moc jasnych tajemnic
nie mniejszych ale zawsze różnych
i dobrych chwil posyłam od początku do końca
Słonecznego lepszego


w noc uśpionej Galilei
Lampka oliwna
już ciepłym płomieniem skrzy
W kąciku – zawiniątko
Nasz Święty Zamyślony
W czas radości
posyłam garść jasnych chwil, by żyły najmocniej,
zwykłą dobroć, dłuższą od miłości
i nadziei, bez pożegnań,
Kiedy jednak myśli drżą smutnym staccatem,
a chwile przewijać się będą jak muzyczny obraz melodramatu
i na gruzach dekalogu znajdzie się nasze 'ja'
wtedy niech w oczach mądre łzy staną
jak na choince barwnej błyszczące świeczki
Gdy Święta Chwila mgłą się stanie i
spojrzenia odbijać się będą od suchej codzienności,
a od zimnej etiudy zabrzmi dysonansowy akord
posyłam w pierwszych taktach kolędy złoty obłok marzeń,
który ciepłe myśli ogarnie
i chwile dobrych wzruszeń napełni. Najlepszego.


Burza
bo za oknem grzmot się ściga z błyskawicą
świt z migotliwą tańczy falą
drży niepewny siebie dzień


***
Jaka moc drzemie w tej przygodzie
w której krańce wyznaczają chrzest i stypa…?

***
rozognione krople oliwy
to przemijanie
w trudzie prawdziwym


***
spleść  marzenia w bukiet, promieniem przewiązać,
muzyką przyrody ukoić  niepokój

 

 

Maziarz Danuta - urodziła się w 1958 roku w Mielcu. Tutaj ukończyła Szkołę Podstawową nr 6, a następnie II Liceum Ogólnokształcące im. M. Kopernika. W okresie szkolnym trenowała w sekcji gimnastycznej FKS Mielec oraz tańczyła w Zespole Pieśni i Tańca „Rzeszowiacy”. Studiowała na AWF w Warszawie. Po obronie pracy magisterskiej powróciła do Mielca, gdzie pracowała w Szkole Podstawowej nr 3.  
W wolnych chwilach pisała „do szuflady”. Publikowała też artykuły na szkolnej stronie internetowej /„Anglia, Walia, Irlandia”, „Tylko we Lwowie”, „Weekend w Bieszczadach”, „Lato na Majorce”, „Nauczyciele zwiedzają Portugalię”…/

Obecnie emerytka, szczęśliwa żona, mama i babcia. Uważa, że emerytura to świetny czas na rozwijanie swoich zainteresowań i pasji. Lubi aktywny tryb życia, ciekawe podróże, fotografowanie i spektakle muzyczne. Zachwyca ją piękno krajobrazu, bezmiar wszechświata i jego Stwórca. Wciąż na nowo odkrywa uroki poezji.

Od 2020 roku należy do Mieleckiej Grupy Literackiej SŁOWO TMZM. Jej wiersze ukazały się na stronie internetowej tej grupy oraz w almanachu „W przestrzeniach wyobraźni”. Publikuje również w mieleckim piśmie parafialnym „IKONA".

Otrzymane nagrody:
2020 rok - I miejsce w Ogólnopolskim Konkursie o Św. Janie Pawle II „Co powiedzieć chciałeś, kiedy w oknie stałeś…”/forma literacka dla dorosłych/.
2021 rok - I miejsce w pierwszej edycji konkursu „(nie)Odkryta ziemia mielecka. Nagroda artystyczna im. Marii Błażków” /w kategorii proza/
2022 rok – II miejsce w drugiej edycji konkursu „(nie)Odkryta ziemia mielecka. Nagroda artystyczna im. Marii Błażków” /w kategorii poezja/

Spacer

Idziemy razem
śladami przeszłości.
Powoli stawiasz kroki
w obcym tu i teraz.
Przemierzamy przeszłość
przysłoniętą niepamięcią.
Wydobywamy z niej
promyki słońca.

Jutro pójdziemy
tą samą drogą.
W starych śladach
odkryjesz nowe.
Znowu zanurzysz się
w niepamięci.
Odwiedzisz obce
tu i teraz.

Tymczasem
bój wygrany.
Razem idziemy
śladami przeszłości.
Niepamięć
nas nie zniewala.
Trzymamy się
mocno za ręce

bo tylko miłość się liczy

a Miłość
to my Mamo.


Miłość przybita do krzyża

Jak żyć Panie
gdy miłość do krzyża przybita
a śmierć nie przychodzi
nadzieja nie zmartwychwstaje?

Bez Ciebie Chryste
groby zawsze pełne
krwawiące krzyże
śmierci panowanie.

Matki łzy krwawe
na nic się zdają
gdy serca kamienne
gwoździe przybijają.

Lecz oprawcy nie wiedzą
że żadna z katuszy
nie ma mocy uśmiercić
nieśmiertelnej duszy.

Z korowodem dusz czystych
idzie Zmartwychwstały
i prowadzi je wszystkie
wprost do niebios bramy.


Moje miasto

W moim mieście
wszystko takie moje
widok z okna
znajome ulice
śmiech przyjaciół
serca niepokoje
szkolny dzwonek
splecionych rąk dwoje.

To z Wisłoki nurtem zawsze płyną
najpiękniejsze dziecięce wspomnienia
i choć życie ciągle gna to przodu
dawnych czasów ta pogoń nie zmienia.

W moim mieście
wysoko w obłokach
samolotów
znajoma muzyka
chór kibiców
wtóruje na dole
duch sportowy
mknie wciąż po ulicach.

To z Wisłoki nurtem zawsze płyną
najpiękniejsze młodości wspomnienia
i choć życie ciągle gna to przodu
dawnych czasów ta pogoń nie zmienia.

W moim mieście
na zegarze życia
wciąż się przeszłość
z przyszłością spotyka
a Patronka
czuwająca w górze
nad tym miastem
cichutko przemyka.

W moim mieście
wszystko takie moje.

 Ja

Wszechświat
fascynujący, nieogarnięty, niepojęty
i ja
malutka istota
przytwierdzona grawitacją do Ziemi


Z tęczowej perspektywy

Rozpinasz tęczę
więc biegnę.
Głowę zanurzam w obłokach.
Zerkam dyskretnie na ziemię
by sprawy ogarnąć
z wysoka.
Wszystko jest dziwnie maleńkie
po ziemsku zagmatwane.
Gdy idę po tęczy
do Ciebie
spokój ogarnia mnie
Panie.


Gdyby

Gdyby tak można zmierzyć
mądrość i głupotę
i na tej podstawie
przydzielać robotę.
Głupi myśli, że mądry
a mądry, że głupi
jeden i drugi w błędzie
a obcy kraj łupi.


Samotność

Cisza tak głośna
że aż nieznośna


Skromność

Mniej siebie
wokół siebie


Krytyka

Krytyczne uwagi zmuszają do refleksji
pomagają widzieć siebie oczami innych
dla wielu to trudny kęs do zgryzienia
nie ma się czym delektować, a przełknąć trzeba.


Zamyślenia

Bajeczny sznur
mknących punkcików
na pełnym barw nieboskłonie.
Mkną myśli
duszy westchnienia
z obłokiem mkną
zamyślenia.


Marzenia

Naukowcy zamknęli je
w kopule naszej głowy
ale one nie wiedzieć czemu
ulatują na zewnątrz.
Unoszą się wysoko
coraz wyżej
aż znikają w błękicie
otulone ciepłem radosnego słońca.
Wystarczy zamknąć oczy
by poszybować z nimi
w nieznaną niecodzienność.
Na skrzydłach wyobraźni
lekkie jak puch ciało
posłusznie podąża szlakiem marzeń.
Opadają łańcuchy grawitacji.
Jesteśmy wolni.


Dojrzewanie miłości

Bezgranicznie ufająca
miłość dziecięca
Pełna pytań bez odpowiedzi
miłość młodzieńcza
Nieustannie wątpiąca
miłość dorosła
I ta cicha
przekraczająca próg nadziei
miłość dojrzała.


Wyznanie

Kocham Cię Boże
za cztery pory roku
i za ludzi wokół.
Gdy otwierasz słońca źrenice
mrużąc oczy
chylę głowę w zachwycie.

Wrocławianka z urodzenia, warszawianka z zasiedzenia. Absolwentka Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS. Matka syna i córki (chronologicznie) i szczęśliwa babcia czterech wyjątkowych dziewczynek, dwóch Warszawianek i dwóch polsko-hinduskich Brytyjek.
Imająca się wielu zawodów dziennikarka, księgowa, lektor akademicki i „pani od angielskiego”.
Entuzjastka lingwistyczna – nauczająca angielskiego, rosyjskiego i niemieckiego oraz pobierająca naukę włoskiego dla przyjemności. Zakochana – bez wzajemności w malarstwie van Gogha. Z entuzjazmem próbująca medytacji.
Od urodzenia niepoprawna optymistka, pełna naiwnej wiary w dobro człowieka, ostatnio ze zdumieniem odkrywająca,że potrafi pisać wierszyki, które także innym się podobają.

Wiersze do Mielca Marii Czechowicz
I. ŻYCIE

Za każdym razem
Obiecujemy sobie, że
Tym razem:
-nie popełnimy takiego błędu,
-nie damy się oszukać,
-nie okażemy słabości.
-nie będziemy się łudzić, że
TO szczęście,  to już na zawsze.
I – jak zwykle –
Okazuje się, że wszystko
Jest tak samo.

Przystanek
Ze spuszczoną  głową,
W otoczeniu plastikowych reklamówek
Siedzi Nieszczęście.
Kiedyś przytulane, kochane,
Nazywane pieszczotliwie
„Maleńkim skarbem”,
Teraz przegrane, odtrącone, zapomniane.
Nie odwracajmy głowy,
Los niesie każdemu niewiadome…

Puste frazesy   
„Możesz na mnie liczyć” – mówimy,
Wiedząc , że nie dotrzymamy słowa.
„Życzliwie przyjmę wędrowca z drogi”,
Zapewniamy przed Wigilią, szykując się na narty.
Czujemy się lepiej, składając obietnice.
Nie troszcząc się o nikogo, poza sobą,
Uważamy się ,mimo to, za porządnych ludzi.
Okrutne to, niestety…

Tęskniąc
Za tym, czego nie doświadczyliśmy,
Pragnąc tego, czego nie zaznaliśmy,
Tracimy czas,
Nie ciesząc się  z tego , co mamy,
Co przeżyliśmy.
Pod stertą wygórowanych pragnień
Zakopujemy dobre wspomnienia.
Może trochę szkoda?

II. SMUTECZKI

Wymagania
Wysokie wobec siebie.
Wobec innych – jakby mniejsze.
Dlatego tak często
Liżę rany.

Parasol  
Płacze deszczem
Pod nim ja
Cała we łzach.
Oboje mamy
Swoje powody,
Tylko on nie cierpi…

Częste deszcze
W moim życiu,
Częste łzy w moim sercu…
Mam jednak dużo miejsca
Na słońce.
Zapewne zagości u mnie
Kiedyś.
Optymistka to przecież
Moje drugie imię!

Bezlistne
 Gałęzie wielkiego drzewa
Wchodzą  na mój balkon.
Poruszając się z wiatrem,
Straszą nocą.
Przywołują koszmary z dzieciństwa.
Chowanie się pod kołdrą
Tym razem nie pomaga.
Mama nie przyjdzie
By je odgonić – cena dorosłości.




PRZYJAŹŃ
Nic bez Ciebie nie byłoby takie samo.
Wsparcia i lojalności nie da się zmierzyć , zważyć , wycenić.
Blask w mych oczach i radość w sercu
To głównie twoja zasługa -  dziękuję Ci!

KŁAMSTWO       
Rozbiegane oczy,
Spierzchnięte usta,
Łomot serca
                 KŁAMIESZ!
Strach Cię ogarnia,
Paraliżuje wolę
Przesłania racjonalne myślenie
                   KŁAMIESZ!
Odetchnij głęboko,
Rozejrzyj się wokół
Otwórz się bez lęku
                   NA PRAWDĘ.

BUNTOWNIK
Wpajano ci zasady, którym się sprzeniewierzyłeś.
Uczono cię uczciwości, która odtrąciłeś.
Walczyłeś  z wiarą w dobro i sprawiedliwość.
Jak więc brzmi twoja wersja prawdy, twoje  credo?

AROGANCJA
Powiedz,
Jak to jest być pewnym,
Że znasz odpowiedź na każde
 ‘dlaczego’?
Kto dał ci placet na mądrość,
zaopatrzył w księgę
 Niepodważalnych aksjomatów?
Skąd pewność, że się nie mylisz?

NIE ROZPĘDZAJ SIĘ!
Nie mów „nie” , nim cię zapytam.
Nie odwracaj wzroku, nim zobaczysz.
Nie oceniaj, nim doświadczysz.
Nie odrzucaj, nim spróbujesz.
                          Nic nie jest zero - jedynkowe.

WOLNOŚĆ
Wielobarwny motyl wpadł przez okno.
Rozpaczliwie bijąc skrzydełkami
Bezskutecznie starał się wyswobodzić z fałd firanki.
Pragnienie wolności go zabiło. Skądś to znamy….

PRAWDZIWE ZNACZENIE SŁÓW
Czy mówimy to, co myślimy?
Ile przemilczamy, ile  upiększamy?
Czy zawsze wypowiadane słowo znaczy to,
Co chcemy, żeby znaczyło?
                 Czy prawda jest prawdziwa?
                 Czy ufność jest ufna          
                 A szczerość szczera?
                 Kto zna odpowiedzi ?

UROK MILCZENIA
Świat bogaty w milczącą treść
Otwiera swój niewypowiedziany urok
Na kartach książki,
Którą przeczytasz.
               Niewyartykułowane emocje,
               Nienamacalne pragnienia,
               Nieprzewidywalne puenty…..
               Wszystko to fascynuje tajemniczością.


Wiersze o miłości

Samo życie
Jesteś…
Czuję dotyk twoich palców,
Bicie twojego serca.
Świat wiruje
W rytm naszych westchnień.
Nieugaszalny niedosyt, ulotna chwila
Nie do przytulenia, nie do zatrzymania…

Cieszę się,
Że nie jestem tobą.
Nie odczuwam twoich smutków.
Jednocześnie żałuję, że nie jestem tobą.
Nie wiem, jak to jest śmiać się tak serdecznie,
Ufać tak bezgranicznie,
Kochać tak bezwarunkowo.
Żyć pełnią życia.
Jak ty to robisz?


Zaproś
Mnie do tańca.
Zakołysz mną, zawiruj.
Niech serce zabije w szalonym tempie,
Niech radość rytmu mnie wypełni!


Co się stało?
Między nimi przepaść.
Jak ją zakopać?
Między nimi morze.
Jak go przepłynąć?

Na  dnie przepaści
Ich złamane serca.
Na dnie morza
Ich niespełnione przysięgi.

Gdyby uwolnili uczucia,
Gdyby zaufali sobie ponownie
Zakopaliby przepaść,
Wyłowiliby wzajemną miłość.


Pragnienie
Chcę wywołać uśmiech
Na twojej twarzy.
Zachęcić Radość by weszła pod twój dach.
Sprawić, byś poznał  Szczęście.

Chcę usłyszeć
Twój Śmiech,
Doświadczyć
Twojej Czułości.


I. MYŚL POZYTYWNIE

1.Odwaga
Spójrz w słońce,
Zostaw cień za sobą.
Błędy przeszłości niech ci nie ciążą,
Idź z nadzieją!

2. Pozytywnie   
Dzień się budzi.
Radość wstaje, przeciąga  się Nadzieja.
Coś się zdarzy!
Kusi Życie.

3. Nowy początek
Otwórz drzwi,
Wpuść promienie słońca,
Ogrzej się ich ciepłem.
Uśmiechnij się i zacznij żyć na nowo!

4. Pomyśl
Życie nie czeka
Każda chwila jest bezpowrotna
Delektuj się nią, smakuj.
Nie marnuj jej na złe emocje!

5. Czasomierz
Tykanie zegara życia
Przypomina o ulotności chwili.
Łapię  więc każdą,
Nie pozwalam jej się zmarnować.

II. MYŚL ROMANTYCZNIE

1. NIEDOSYT
Nie jesteś, bywasz.
Pragnienie rozbudzasz,
 wspomnieniami żonglujesz.
Znikasz….

2. TWORZENIE
Wyszeptaj mnie – a się stanę,
Wypowiedz – zaistnieję.
Wyśpiewaj – a rozkwitnę
Nie zapomnij – bo umrę.

3. LAMPIONY
Unoszone w górę westchnienia - marzenia
Romantyczne. Kolorowe
Lampiony pragnień,
Nieśmiało wyszeptanych.

4. CISZA
Raz przytłacza, kamieniem leży na sercu.
Raz kojąco, z lekkością ważki rozbudza nadzieję
Że zaraz, za chwilę
Spełni się wyśnione…

5. Wspomnienie
Mała czarna na Montmartre…
Każdy łyk przypomina chwile
Spędzone z Tobą. Wszystkie
Jak skarb hołubię w pamięci.
                
Mój nieporadny francuski,
Twoje zabawne „szephaszam”
I te, ukryte w nas, rozedrgane emocje,
Których teraz tak bardzo mi brak.


III. PYTAJ!

1. Test
Masz zasady, własne poglądy
A życie Cię sprawdza codziennie.
Warto spojrzeć czasami w lustro
Czy nadal widzisz siebie, czy obcą maskę?

2. Pytania
Znałeś go, czy nie?
Sam nie wiesz.
Ufałeś mu, jak sądzę.
A jednak się zawiodłeś.
                  
Jak poznać drugiego człowieka
Gdy każdy  ma swoją skorupę
I chowa się w niej.  Dla bezpieczeństwa,
Czy też  aby ukryć prawdziwe  „ja”?

3. Niecierpliwość
Czekamy na nieoczekiwane z niecierpliwością, drżeniem serca.
Łapczywie zachłystujemy się tym, co teraz.
Ale to za mało!
Dlaczego tak trudno ugasić pragnienie nowego?

4. Wahanie
Mijamy się codziennie nie zauważając.
Tęsknimy za bliskością marnując każdą szansę spotkania.
Dni, jak ziarenka piasku przesypują się przez palce,
Sekundy z bezduszną bezwzględnością ulatniają się na zawsze.
Może dziś odważymy się być odważniejsi?

5. PORZĄDEK
Tęsknię na przewidywalnością, spokojem
Bez gwałtownych uderzeń serca……
Wiem, co się stanie, kontroluję ‘tu i teraz’.
Ale  gdzie wzloty i porywy? A gdzie ŻYCIE?

IV. SMUTKI

1.  Stało się
Jej serce stanęło na moment
Jego – na wieki.
Nikt nie ujrzy jej łez:
Płacz wyszedł z mody.

2. Strata
Nie powinniśmy zostawiać niedomówień,
Ale ja zgubiłam wszystkie ważne słowa.
Wypadły przez dziurę z  mojej  starej  torby
A wraz z nimi doskonały sens naszej niedoskonałości.

3. Czy wiesz?
Życie i fikcja.
Tak blisko siebie.
Czasami gubię się –
Co jest czym?

4. Zawieszenie
Patrzymy na siebie  - niech tak zostanie
Mimo, że nic nie jest jasne, proste, zrozumiałe.
Czy to wygodnictwo, czy strach
Przed utratą, odrzuceniem lub nadinterpretacją?
                     
Tkwimy tak w stanie,
Którego  nie potrafimy określić.
Bo nauczono nas wszystko nazywać:
Bez tego czujemy się nieswojo.

5. Wyrwa
Przepaść między nami
Nikt jej nie zasypie.
Ty nie masz siły
Ja nie mam ochoty.


V. POSTACI

1. Człowiek           
Głodny myśli rozumnej, spragniony łyka mądrości,
Z uporem szuka, samotny w tłumie,
Podąża jednak  bezwiednie za swym przeznaczeniem.
Spójrz - czy to nie  Ty?

2. Vincent  
Nad tarasem kawiarni pyszni się gwiaździsta noc,
Na stolikach fioletowe irysy rozsiewają słodki zapach.
Spracowani ludzie zasłuchani w delikatne dźwięki muzyki
A wśród nich nierozumiany, skromny ON.

3. Kamil B.
Walczył o swoje i twoje miejsce na ziemi.
Bohaterski, choć skromny Kolumb – poeta.
I z głową w chmurach  i realnie stąpający po ziemi.
Dla kogo jest dziś wzorcem – kto to wie?

4. Niezwykła
Drobniutka, krucha, z  pozoru szara myszka.
Bez trudu rozplątywała krwawe tajemnice,
Ze skromnością podając na tacy
Właściwe rozwiązanie pyszałkowatym śledczym.

5. Genialny  
Spójrz:
Niewielka postura, zabawny wąsik, muszka i melonik.
Analityczny umysł, bezbłędna dedukcja.
Drobnymi kroczkami zmierza ku prawdzie.
Ujawnia podłości i zbrodnie z gracją dżentelmena.


Odkrycie
Spotkania z nim – wieczna niewiadoma.
Przyjdzie? Nie przyjdzie?
Mam spoglądać w kryształową kulę?
Bądź stanowcza – mówi do siebie.

Uspokój serce!
Uświadom sobie wreszcie
Że ten statek
Już dla ciebie zatonął.

Nowy dzień
Zapach kwiatów na łące
Wszedł przez otwarte okno:
Zwiastun dobrego dnia.
Otworzyłam swe serce  na radość nieznanego.

Figlarne promienie słońca
Zatańczyły na firance.
Serce mocniej zabiło –
Nadzieja, wiosna, miłość!

Nocne szepty
Park nocą nie śpi.
Wspomina tych, którzy za dnia
Szeptali  czule do siebie
Przechadzając się alejkami.

Echo ich westchnień
O północy snuje się miedzy drzewami.
Śmiechy dzieci cichutko powtarzają
To, co w dzień wykrzyczały.

Henryka Marek pochodzi z Mielca i tu mieszka. Jest mężatką. Ukończyła Technikum Mechaniczne. Od 1974r. do 2000 r. pracowała w Zakładzie Aparatury Wtryskowej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego „PZL – Mielec”, a po restrukturyzacji w Wytwórni Aparatury Wtryskowej Sp. z o.o. w Mielcu. W 2014 roku przeszła na emeryturę.
Lubi robótki ręczne, pasjonuje ją dobra książka, muzyka filmowa, kino akcji, a nade wszystko poezja. Często sięga po wiersze Adama Mickiewicza i księdza Jana Twardowskiego. Kocha życie i przyrodę. Jest miłośniczką podróży, wędrówek po górach i jazdy na rowerze. Dziękuje dobremu Bogu za to, że tak cudownie stworzył ten świat.

Po raz pierwszy zadebiutowała swoimi wierszami w Domu Pomocy Społecznej w Mielcu w 2016 roku na spotkaniu Mieleckiej Grupy Literackiej SŁOWO gdzie wystąpiła, jako gość. W 2017 roku w almanachu MGL „Schowane między słowami” kilka z nich ukazało się drukiem, zaś w 2018 roku w VIII Ogólnopolskim Konkursie Literackim pod hasłem „Na skrzydłach Dedala” wiersz „Dedal zwycięzca” otrzymał wyróżnienie.

W 2019 roku uczestniczyła w wieczorze poetyckim „Duchem natchnione” w którym zaprezentowała swoją twórczość poetycką i muzyczną.
Prowadzi zespół wokalny Venite, dla którego wraz z Janem Robakiem pisze teksty i muzykę. [link >>>]

18  września 2020 roku odbyła się promocja jej pierwszego tomiku zatytułowanego „Być różą”. [czytaj >>>]

Tak rozpoczęła się i trwa do dziś jej przygoda z Mielecką Grupą Literacką SŁOWO.


Szuflada wspomnień

W pamięci chowam tylko
te dobre chwile,
do których wracam, gdy
życie mocno mi doskwiera.
Wyjmuję je z szuflady wspomnień
i celebruję.
Nabieram nowych sił
i już się nie buntuję.

Zaczynam od nowa!


Niezatarty obraz
Namaluję Twój obraz,
który w mym sercu noszę.
Będzie rozświetlony Twym uśmiechem,
pachnący filiżanką mocnej kawy.

Tyle mam dobrych wspomnień
i czułych myśli o Tobie...

Pamiętam tę zieloną sukienkę w wielkie grochy.
Lubiłam patrzeć,
jak radośnie tańczyły
przy każdym Twym kroku.

W pamięci mam słodki zapach miłości
składany na policzku, co rano.
Twoją cichą obecność
i błogosławieństwo na nową drogę życia.

Dziękuję Ci, Mamo!


Chwała bohaterom
Powietrze przeszywa raz po raz
alarm budzący trwogę.
Oto nadciąga wróg,
by na ukraińskiej ziemi postawić
putinowski but.

Ze świstem lecą bomby,
burzą miasta i wsie.
Najeźdźca nie ma litości.
Nie wzrusza go cierpienie matek i dzieci.

Dzielnie walczysz Ukraino!
Wiara w zwycięstwo dodaje ci sił.
Twym celem jest obronić każdy kawałek ziemi
i wyrwać najeźdźcom to, co gwałtem zagarnęli.
Wypędzić wroga z ojczyzny.

Gdy zapanuje pokój,
zagoją się blizny.
Powrócą tułacze,
co na obczyźnie szukali schronienia.
Wrócą, bo przecież tyle jest do zrobienia.

Być różą
Zobaczyłam dziś, Panie,
różę na Twoim Ołtarzu.
Zachwyciła mnie tym,
że stała tak blisko,
zwrócona w Twą stronę.

O różo!
Jaka jesteś szczęśliwa,
gdy pachniesz przed mym Bogiem
ukrytym w Hostii białej.

Pragnę być różą dla Ciebie!
Kwiatem,
co pachnie przed Tobą.

Zostać u stóp Twoich, Jezu,
i zasłuchać się w Twoje słowo!

Dary jesieni

Chcesz,
to pokażę ci świat
pełen barw
roztańczonej jesieni.

Zobacz, jak czarodziej wiatr
po niebie chmury gna
i pospiesza słońce,
by już usnęło w kolebce ziemi.

I choć nie zakwitną już kwiaty
na zielonej łące,
nie zapachną bławatki i maki,
tak lekkie i drżące,
to lubię cię, złota jesieni.

Popatrz,
jak lato zazdrośnie
chowa swe skarby do kieszeni,
jak figlarnie się śmieje,
jak pokazuje zębiska,
by za chwil kilka
wgryźć się w miąższ słodki
i do końca go wyssać.

O, piękna jesieni,
zakręcona, rozszumiana, roztańczona!
Liście swoje w locie gubisz,
deszczem często zraszasz ludzi,
bo to lubisz.
I ja cię lubię złota jesieni.


Idę za Tobą

Na głos mojego wołania
wychodzisz mi na spotkanie.
Biegniesz!
I ja też spieszę ku Tobie.
Biegnę!
Wyciągam swe dłonie.

Otulasz ożywczym oddechem,
rozkwitam pod Twych oczu spojrzeniem.
Niczego się nie boję, nie lękam,
Twe serce jest moim schronieniem.

Światłem rozjaśniasz mą drogę,
bym się nie potknęła o kamień.
Słyszę słowa miłości,
i idę za Tobą, Panie!

Tyś Drogą, Prawdą i Życiem.
Pokładam ufność w Twym słowie,
ducha Ci mego powierzam
i wyznaję swą miłość, Boże!

Uwielbiam Jezu Twe imię.
Jesteś mej duszy pragnieniem,
duszy mej oczekiwaniem.
Wejdź do mojego serca
i uczyń je swoim mieszkaniem.


Matka Jezusa

Cała piękna jesteś, Maryjo,
Matko Jezusa z Nazaretu,
Matko mego Pana.

Zawsze obecna. Zdrowaś Maryjo,
łaski pełna, Pan z Tobą
Niepokalana.

Widzisz me zatroskanie:
„Nie ma wina”.

Brak mi miłości, nadziei, wiary,
więc tak, jak w Kanie, poproś Syna,
a cud się stanie.

Oczyść me serce, by pustą stągwią było.
Napełnij mnie Jezusa siłą,
bym przemieniona w dobry chleb i wino,
zaniosła Chrystusa tam,
gdzie jeszcze Go nie ma.


Zawołaj mnie, Panie
Zawołaj mnie, bo nie wiem,
którą mam wybrać drogę.
Zawołaj mnie.
Chcę poczuć swoją dłoń
w Twojej mocnej dłoni.

Iść w podróż przez nieznane
i zaufać światłu Odwiecznej Mądrości.
Odrzucić fałszywe powaby,
co sprowadzają na manowce.
Stanąć w prawdzie,
która ma moc wyzwolić.

Ku Tobie, Panie, zwracam swe spojrzenie.
Stąd spływa na mnie pokój i wytchnienie,
jakiego świat dać nie może.
Niech Twoje zwycięstwo
chroni głębiny serca mego
przed naporem złego.


Wena potrzebna od zaraz

Długopis trzymam z gracją w swej ręce
i kartka papieru leży już gotowa.
Wyznaczyłam zadanie
na dzień dzisiejszy.
O, jakże doniosłe i wdzięczne
wiersz napisać,
więc do dzieła!

Skupiam się cała mocno w sobie
i wszystkie siły wytężam,
by powstał wiersz zachwycający
i tak niecodzienny jak burza piaskowa.

W skołatanej głowie, kłębią się myśli
i kreską marszczą spocone czoło.
Nerwowo zerkam raz na zegar,
raz na kartkę, na której, o zgrozo,
nie powstało ani jedno słowo.

Z całego tego pisania
rozbolała mnie głowa.
No cóż, widocznie wena
nie chce na mnie dzisiaj spłynąć.
Odpocznę więc,
a jutro zacznę od nowa.


Uprzejma wizyta

Odwiedziłam dziś znajomego
i zapytałam uprzejmie:
„Co słychać nowego?”

Na to On całkiem spokojnie:
„Dopadła mnie melancholia
i razem z nią w okno
ze smutkiem spoglądam.

Słońce chciało
zabłysnąć na nieboskłonie,
ale jak spojrzało na mnie,
załamało dłonie.

Trochę mnie znużył ten stan rzeczy,
już myślałem na miasto
po flaszeczkę wyskoczyć,
a tu takie miłe odwiedziny!

Chodź, usiądź, pogawędzimy.
Powspominamy stare dzieje,
opowiesz mi ten dowcip
z którego zawsze się śmieję.

Może opuści mnie ta melancholia?...
Jak nie, to przejdzie na Ciebie,
i będzie mi raźniej,
bo dobrych przyjaciół
poznaje się w biedzie!”


Przebaczenie

Jak trudno jest przebaczyć tym,
którzy ranią słowami ostrymi jak nóż.
Spadają na mnie uderzenia
i czuję ból, a Ty uczysz:
„Nadstaw drugi policzek, przebacz!”.

Gdy stoję wyśmiana,
wzgardzona, odarta ze czci,
okrywam się suknią wstydu,
Ty każesz mi oddać jeszcze płaszcz
i mówisz: „Przebacz”.

Pytam więc Ciebie,
licząc, że zmienisz zdanie:
„Ile razy mam jeszcze przebaczyć, Panie?”
I słyszę: „Aż 77 razy”.

Znowu zgrzeszyłam raniąc Twe serce
i widzę ogrom swych win.
Nie chcę Cię, Jezu, już obrażać więcej.
Przebacz mi!


Moje Emaus

Wybieram się w drogę jak najdalej stąd,
a raczej uciekam,
pokonana i niepewna jutra.
Pogubiłam się w tym świecie
zbudowanym na piasku
fałszywych obietnic i reklam.

Bez Ciebie me życie utraciło sens.
Wszystko to ciemność i rozpacz.
Wyruszam więc, by jak uczniowie
w drodze do Emaus Cię spotkać
i poprosić, byś został.

Otwórz me oczy, bym Cię rozpoznała
przy łamaniu chleba i wyznała, żeś
Ty jedyny Bóg, Zmartwychwstały Pan.
Gdy jesteś blisko, moje serce się raduje
i niczego nie lęka. Z Tobą zawsze mogę
„zło dobrem zwyciężać”.


Wyznanie

Miłość za miłość.
Serce za serce.
Dla tego, kto ma wiarę
i kocha prawdziwie,
wszystko jest możliwe.

Uśmiech za cierpienie.
Przebaczenie za grzech.
Łzy za pokutę.
Za wysłuchaną modlitwę,
kwiaty w podzięce,
Jezu, w Twoje składam ręce.


Jest taka miłość

Nie szuka poklasku,
nie goni za szczęściem.
Odważnie los bierze
w swe dłonie.

Z małych rzeczy umie się cieszyć
i w przeszłość
z wdzięcznością spogląda.

Jest taka miłość,
co bierze ze swego i drugiemu odda.
Jej imię to miłość bezinteresowna.


Zatańcz ze mną

To dla Ciebie się wystroiłam
w tiule, wstążki, brokaty.
A Ty na spotkanie przynosisz
bukiecik kwiatów.

Zabierz mnie na bal!
Będziemy tańczyć
aż do utraty czasu.

Zatańcz ze mną, mój miły, jeszcze raz,
to nic, że wiruje podłoga,
a z nią cały świat.

Muzyka cicho gra, a my przytuleni,
zasłuchani w bicie rozgrzanych serc,
tworzymy własną historię.


Dobre anioły

Ukołyszcie mnie, dobre anioły,
bo nie mogę zasnąć.
Użyczcie
zmęczonym powiekom odpoczynku,
niech nadaremnie
nie czekają świtu.
Do rana jest jeszcze przecież
tak daleko.


Tęsknoty nieutulone

Zbieram każdą Twoją łzę z policzka,
każdą zmarszczkę na Twym czole
pragnę pocałować.
Na zawsze zamknąć
drzwi przykrych wspomnień
kluczem zapomnienia.

Jeszcze raz chcę przejrzeć się
w Twych oczach
i zobaczyć w nich skrawek
błękitnego nieba.
Wtulić twarz w Twe dobre dłonie
i doświadczyć przebaczenia.

Mamo, poczekaj!
Nie odchodź tak szybko,
za Twą miłość chcę Ci podziękować.

Za późno, Ty odeszłaś…

Paweł Jerzy Jaxa Dębicki


Syn Jerzego Dębickiego, członek znanej mieleckiej rodziny Dębickich, patriota, samorządowiec i przedsiębiorca, który reaktywował Księgarnię Dębickich i prowadził ją wraz z żoną.

Urodził się w 1960 roku w Mielcu. Tu uczęszczał do szkoły podstawowej i liceum ogólnokształcącego. Na okres licealny przypadają jego pierwsze próby poetyckie. Jak sam zawsze podkreśla przemożny wpływ na jego literackie pasje miały księgarskie tradycje familii Dębickich i atmosfera rodzinnego domu, w którym pielęgnowane były wartości zupełnie nie przystające do świata „realnego socjalizmu”. Pisanie kontynuował w czasie studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie studiował historię, a potem socjologię.

W Krakowie, jego drugim ukochanym mieście, zetknął się szybko z młodymi twórcami związanymi z opozycją polityczną. Nawiązał też współpracę z niezależnym ruchem wydawniczym. Pisał jednak głównie do szuflady, a odbiorcami jego wierszy byli najbliżsi przyjaciele. Czasami jego utwory pojawiały się w bezdebitowych wydawnictwach i podziemnych gazetkach. Wiersze i inne małe formy literackie powstawały też po ukończeniu studiów i powrocie do Mielca. Teraz jednak znacznie rzadziej i znów do szuflady. Zadecydował o tym bardzo krytyczny stosunek autora do swego pisania i dystans do własnej twórczości. Dopiero ostatnio, gdy jego wiersze stały się bardziej intymne, spokojniejsze i pewnie odrobinę pozbawione dawnego ognia, zdecydował się na opublikowanie tak starych jak i powstałych ostatnio utworów.

Zmarł 26 maja 2021 roku w wieku 61 lat.


Ballada o tym co dookoła

Nie jestem lirnik setny dziad,
gdy śpiewam swą wołania pieśń.
A słuchać mego bluesa rad
Ten, który czarną czuje pieśń.

Pod wielkim słowem brzmiącym RZECZ,
a mgliście zaś POSPOLITA
jest kanał myśli, rdzawy miecz
i posąg z twarzą zbitą.

U piekieł, gdzie się toczy mecz,
kto ma być spowiednikiem tu,
już nie o wolność idzie rzecz
lecz o makijaż twarzy stu.

Obłudnie dźwięczy struta pieśń,
a kłamać uczą w szkole
i jęk syreny straszy cię,
gdy Norwid w serca dole.

Za złotych tysiąc wielkiś już,
za dziesięć odpust wieczny masz
i myśleć dziś nie musisz już,
a płaczesz tylko, gdy się zgrasz.

Otwórzcie ze mną usta wy
ukryci w bramach ludzie.
Niech skwery miast zobaczą sny,
niech już nie grzęzną w brudzie.

Mielec 1977


Proces gnilny

Proces gnilny naszej wyobraźni
stał się synonimem
wymiernej dorosłości.
Komórki najszczerszej niezgody
otorbiły się wieloletnim przyrostem,
gniją jak liście
zamokłe we krwi poskromionych zrywów.

Obroty kuli trwają
Listopady brunatnieją w dymie podłego tytoniu
kalekie oko
lęka się
przejrzystego obrazu.
Palce zapadają na podagrę,
odpadają włosy
przyciężkie srebrem.

Choruje brzuch wypchany
powietrzem, solą i trującymi grzybami.

A wyobraźnia……..
…….. dręczy nas czasami
kapłańską posługą morzenia
na złość docucona
procentami, czarownymi likworami
i lunatycznymi proszkami.
A potem sama
bez najmniejszego sprzeciwu
uznaje swą minimalną przydatność,
kładąc się samodzielnie na torach wulgarnego czekania.

Mielec 1978


Kamiennie, kamiennie…

Dotknąć chcę twojego serca
skostniałego przeczuć tła
dotknąć chce twojego serca
brylantowa jest tam łza.

Twoje usta jak ból szczelne
pomalował włodarz salw
twoje usta różu pełne
przestrzelone lodem salw.

Chciałaś kochać mnie na plażach
dziś patrole śledzą nas
ciekną cyfry kalendarza
opasany drutem las.

Obraz zwęglił się i zszarzał
dzwonek strachu gasi dzień
zapis marzeń się zestarzał
na ulicach legii cień.

Miała nagość być pąsowa
na mównicach turkot słów
trawa rani nas stalowa
słuchać głodne ryki lwów.

Dzieci wydasz mi kamienne
mury szkół wykują je
koła trwania, wody ciemne
ostrze żyły sine tnie.

Wiosna 1982



Kiedy nadejdzie dzień zapłaty

Kiedy nadejdzie dzień zapłaty
nie napalm lecz łzy będą palić,
rękoma, sercem stopię kraty
i zieleń będę mógł ocalić.

Kiedy nadejdzie dzień już nowy,
to pękną wszystkie usta suche,
a jeśli czerwień znów zobaczę
to jak krew co da mi otuchę.

Kiedy nadejdzie dzień po nocy
co oddech czołgiem rozjechała,
nie będzie tutaj tych złych mocy
którym idea się przydała.

Kiedy nadejdzie dzień powstania
nie trzeba będzie już uciekać
do ciemnych bram, gdzie nie ma sądów,
gdzie może uda się przeczekać.

Kiedy nadejdzie dzień kochania
przekleństwa sczezną gdzieś w pustyni,
a świat odkuty od konania
nad pięknem nieba się zadziwi.


Ręka

Nie od lutnika
dziwny to instrument
RĘKA
zakończona najczęściej trywialnie
pięcioma palcami.

Może udawać węża eskulapa
i zygzakowatą żmiję
z gór.

Może zamykać powieki zmarłym
i otwierać ostrzem aorty.
Może malować obrazy i strach.

Może być czarną wdową szpiega,
wiecznie spoczywać w kieszeni
długiego prochowca strachu.

I może być młodszym oficerem milicji
z rozbieganymi gałązkami palców
i brwiami wypucowanych z soli oczu.

Ręka
do głaskania,
duszenia, gwałcenia
różnych czynności miłości,
wieszania, okropności
gry w kości.
Ręka………..

Kraków 1985


Przeszukanie.

Kieszeń czarnych spodni
wcale nie jest himalajską przepaścią
mam
tam
jedną czystą, ukrochmalona, jasnobłękitną
chustkę do nosa
bez monogramów
ale z dwoma , może trzema rudymi plamkami rdzy,
mam
tam
kawałek złamanego, starego grafitu
z kopiowego ołówka po Dziadku,
mam
drut miedziany jeszcze z wojny
zielona nitkę ( sześć centymetrów)
kawałek gazety z czternastego marca,
artykuł o wzroście popytu na dębowe drewno,
mam też
podszewkę z wielka dziurą.
Załata ją pewnie moja Żona
gdy kluczyki od samochodu wpadną
mi do czarnej nogawki .
Mam
tam……..
……… już więcej nic tam nie znajdziecie.
I tak to ogromny kapitał
zważywszy, że dziś skończyłem dopiero
dwadzieścia sześć lat.

17 lipca 1986


Białoruś

Przyjaciele !!!! I tu dałem wykrzykniki,
a tak mało dla Was mogłem zrobić.
Moje nogi nie mogły zejść
i sprowadzić mnie nawet do mojego własnego ogrodu
gdzie teraz moi dawni przyjaciele,
obecnie mierni ogrodnicy,
zasiali chwasty, gorczycę i nędzną, a kwaśną winorośl.
Nie mówię już o tym, że słaby
nie byłem na waszych placach,
nie trzymałem Waszych sztandarów
o tak podobnych kolorach jak płótno mojego
i
nie byłem też pod więzieniami, gdzie jak wiem siedzi się lub czeka,
i
nie byłem w Waszych domach
gdzie cichcem trzeba mieszać łzy rozpaczy
i ślinę szyderstwa dla łotrów
ze słowami wypowiadanymi cichcem we własnym języku.
Nie byłem na starych cmentarzach, gdzie wśród krzyży z wieloma ramionami
leżą nasi bliscy, których nazwiska rozumiem,
których minione ciepło czuję,
a których imiona pisze się w dwu alfabetach -
pączkach z dawnej i wspólnej greckiej gałęzi.

Więc wybaczcie,
że mogłem dać tylko słowo,
mogłem przesłać uśmiech politowania dla kłamców,
przekleństwo dla wrogów,
uścisk dłoni dać mogłem nieznanym przyjaciołom,
wzniesioną pięść, która kiedyś na kształt katapulty
miotała kamienie ku stalowym rydwanom oprawców.
Mogę dać grosz, który wybuchnie w pałacu satrapy,
Obiecać koc tym, którzy będą musieli uchodzić.
Ser, mięso i rybę zgłodniałym w trwaniu, zmęczonym w oporze.
Więc wybaczcie, bo wiem jak to mało……..
Wybaczcie, bo ja znów jestem z Wami w Mińsku.



Haiku, książki i rachunek za prąd

Ludzie nie kupują książek,
ludzie budują marmurowe grobowce
ludzie nie czytają wierszy
ludzie poszerzają podwórka
ale nie ma tam ocienionych miejsc
Czyż skończył się jakiś tam czas....?
Ech nie……. to tylko ja zapomniałem
zapłacić elektrowni za prąd.
Pewnie nie chciałem
a pewnie pieniędzy nie miałem.

Płacić trzeba,
i czytać trzeba,
i płakać trzeba,

30 czerwca 2006


W Wielki Piątek widziałem.

On stąpał bosymi stopami po gorących białych kamieniach.
Jak zwykły owczarz potykał się o zeschłe gałęzie w oliwkowych gajach.
Głaszcząc spracowany kark osła czekał przed strzeżonymi bramami
aż minie je tłum przekupniów, kalek, złodziei i mędrców.


Nie wstąpił
chyba, że w wody Jordanu.
Nie należał
chyba, że do tych, którzy go słuchali.
Nie zapisał się,
chyba go nawet nie zapisano w wielkim spisie.
Nie współpracował,
choć całego dał nam siebie.
Nie świadczył,
choć świadczył samym sobą.
Nie doniósł,
choć oprawcy pewnie zostawiliby mu życie.
Nie zeznał,
chyba, że przyszło mu mówić czyim jest Synem.
Nie zaprzeczył,
choć znał tego, który go wyda.
Nie poparł
choć uczeni w piśmie czekali.
Nie miał teczki
choć napisano o nim Księgę leżącą teraz przy moim łóżku.
Nie lękał się mówić
choć zdrajcy szeptali Faryzeuszom.
Nie bał się królować
choć jego proste szaty urągały imperium.
Nie wyparł się
choć zdawało się, że Ojciec go opuścił.


I jaki suplement teraz napisać
gdy na ultraczułym ekranie
widzę miasta pożerane gąsienicami Merkav *,
nastolatki rozrywane w pizzerii ładunkiem senteksu **,
kolczaste zasieki przed którymi jakoś tak wirtualnie stoję.

I może wiem i może powiem kto szczujący, a kto szczwany.


* Merkava - doskonały izraelski czołg średni.
** senteks - materiał wybuchowy o ogromnej sile
praktycznie niewykrywalny dla
detektorów.


13 grudnia, niedziela…

Gdy rankiem się zbudziłeś
władali oni ziemią
palili twe nadzieje stawiali posterunki
na białym śniegu placów
koguty strachu pieją
a Wschodu Imperator
odbiera już meldunki.

Wódz wysłał na ulice
szkolonych sług swych armię
a inkwizycja wyrok
na murach zawiesiła
golono więźniom głowy
gaszono słów latarnie
klepsydra czernią liter
tlen życia zadusiła.

Ktoś płakał ktoś oszalał
ktoś modlił się nad dzbanem
historia tok wyznaczy
żółknącym znów obrazom
urwany kulą okrzyk
rozbity mur taranem,
a oddech podsłuchany
a krtań wydana gazom.

Dzień zapomnienia jutra
okratowania głosów
zgaszonej wiary w Pana
stolica naznaczyła
zieleni dygnitarze
nakreślą werdykt losów,
a kodeks moralności
komenda ulepiła.

Ty stoisz dumny Dawid
przed tobą książę piekła
łez karawana słona
i pałka milicyjna,
a data kłębem dymu
Stalina cień oblekła
i straszy ludzką miłość
cenzura prewencyjna.

15 grudnia po wyjściu z ulotkami z otoczonego przez ZOMO kombinatu HiL.


Modlitwa

Modlę się rzutem kamienia
dalekie są wyspy Sprawiedliwego
Modlę się wirem łańcucha
tarcze pękają, wieże stoją dalej
Modlę się butlą benzyny
płomień liże pancerz, niebo zmienia barwę
Modlę się liczbą nabojów
metal za paskiem daje cień nadziei
Modlę się rytmem okrzyku
kneblowanym spazmem ulicy strachu
Modlę się znakiem odwagi
ręka dźwiga palce przed Wieżą Babel
Modlę się w rytm powielacza
czcionki syczą wężem białego wiersza
Modlę się kruchością kości
w śniegu przestroga tych, co nie wstali
Modlę się pełnią odmowy
musztrowaną na śmierć w karnym batalionie
Modlę się czernią sztandaru
pył opada oni prą ciągle dalej
Modlę się lękiem śmiertelnym
groźny świadek więc zabijają
Modlę się szepcząc utopie
mój głos notowany w trumnach kartotek
Modlę się szlakiem ucieczki
ciągle wracam drogi znów odcięte
Modlę się sznurkiem wisielca
drgawką lalki bez prawa wyboru
Modlę się śliną rozkoszy
nieprzyzwoicie żywej tajnym służbom
Modlę się marzeń jawnością
rwę gazety cenzor stale ostrzy noże
Modlę się życie wskazując
Modlę się życie wskazując
Modlę się życie wskazując………..


3 maja 1982 wieczór właściwie noc



 

 

Please publish modules in offcanvas position.